"Moja krew" - amerykańskie kino po polsku
- W światłach jupiterów nie ma nic ciekawego
- Agata Buzek talentem na miarę Cybulskiego?
- Oto najlepszy polski aktor młodego pokolenia
- "Moja krew"
- Marcin Wrona pokazuje męskich facetów
- Reżyser w roli fatum
- Wrona, Sala i Lechki nominowani do Paszportów Polityki
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 9°C max. 30°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Film Wrony ma wprawdzie pewne zalety - porusza się po polu przez polskie kino nieeksplorowanym. Kiedy kino zachodnie zgłębiało problem „nowych obcych”, napływu nowych kultur, niechęci ze strony przybyszów do asymilacji i strachu przed nimi starych, znanych białych, nasi twórcy nie interesowali się tym tematem. Fakt, że w porównaniu z Europą jesteśmy etnicznie jednolitym społeczeństwem. Nasi „obcy” to w sztuce wciąż duchy przeszłości: II Rzeczypospolitej, Holokaustu. Niby więc nie było o czym mówić. Wrona pokazał, jak jest naprawdę. Z tym, że jego próba nie jest do końca udana. Pod ostrą fasadą filmu: agresywnym językiem, niby-odważnymi scenami, brutalnością, chropawymi zdjęciami, kryje się jednak zachowawcza sztampa. Reżyser próbował połączyć mocny, męski film à la „Zapaśnik” z zaangażowanym społecznie kinem. Na tym mariażu żaden z tematów nie skorzystał.
p












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!