"To może być najlepszy film festiwalu - napisał krytyk na łamach lokalnego magazynu "Salt Lake". - "Wszystko, co kocham" udowadnia, że historia o wchodzeniu w dorosłość jest ponadczasowa. (…) Niezależnie od języka, jakim się posługujemy, możemy utożsamić się z Jankiem i jego przyjaciółmi".

Doceniono także odtwórców głównych ról - Mateusza Kościukiewicza, Olgę Frycz oraz Kubę Gierszała.

"Odbiór filmu już po dwóch pokazach jest zaskakująco dobry, jesteśmy zaczepiani na ulicy i zasypywani komplementami - relacjonuje reżyser, który pojechał na festiwal ze swoimi aktorami. - To niesamowite, ale Mateusz, Kuba i Olga są tu rozpoznawani. Kuba dostał nawet propozycję z dużej hollywoodzkiej agencji".

Twórcy "historii Romea i Julii czasów stanu wojennego", jak nazywane jest "Wszystko, co kocham", spotkali się też z pomysłodawcą festiwalu i legendą ekranu w jednej osobie - Robertem Redfordem. "Bardzo ciepło zareagował na hasło "All That I Love" (ang. tytuł "Wszystko, co kocham" - przyp.) - relacjonuje Borcuch. - Zaczął nawet opowiadać o Polsce i latach 80."

Oprócz serdecznego przyjęcia, jakie Amerykanie zgotowali polskiej ekipie, reżysera filmu najbardziej jednak cieszy to, że "Wszystko, co kocham" znalazło się w dziesiątce najważniejszych filmów, które trzeba na festiwalu zobaczyć.

O tym, czy i festiwalowe jury podziela entuzjazm, przekonamy się podczas gali wręczenia nagród w najbliższą sobotę (30 stycznia). Trzymamy kciuki za naszego reprezentanta!


Więcej informacji o tym, co się dzieje na festiwalu w Sundance, znajdziecie na jego oficjalnej stronie: festival.sundance.org.