Testament boga kina już na DVD
- Kolekcja Brigitte Bardot
- "Kocham kino"
- "Lourdes"
- Najwybitniejsze filmy noir już na DVD
- Oto prorok francuskiej Nowej Fali
- Dwie wielkie seksbomby kończą 75 lat
- W testamencie zapiszesz co chcesz
- Gry o wolność Wojciecha Marczewskiego
- Sto lat dla Alaina Delona!
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Z rzadka odchodził Melville od swej ulubionej tematyki i ulubionych bohaterów. Jeśli już, to w autobiograficzny temat francuskiego ruchu oporu. W „Armii cieni” (1969) starając się złożyć hołd bohaterom podziemia, popadł w dekoracyjność, wpisał ich losy w sensacyjną poetykę ze skutkiem takim sobie i to nawet mimo przejmującej kreacji Simone Signoret. Za to w znacznie mniej znanym „Księdzu Leonie Morin” (1961) uzyskał efekt zaskakująco autentyczny. Rozpisał portret życia pod niemiecką okupacją na pojedynek o kobiece dusze toczony przez przystojnego księdza. Już samo obsadzenie w tej roli Belmonda i ubranie go w koloratkę zakrawało na świętokradztwo. Poza tym to film ascetyczny inaczej niż inne produkcje, rozpięty w półsłówkach i półsymbolach, stawiający światopoglądowe znaki zapytania, unikający jednoznacznych odpowiedzi. Najmniej melville’owski ze wszystkich dzieł Melville’a. Jest tu Belmondo kapłanem nie tylko boga biblijnego, ale też boga kina, który wierzył w niezłomne dogmaty, zasady, których nie można złamać. Zrobił zaledwie 14 filmów. Więcej nie zdążył. Przepowiednia Goddarda się spełniła. Osiągnął nieśmiertelność i umarł. W wieku 55 lat, na zawał serca. Filmy na szczęście zostały.










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!