Wolność, miłość, muzyka - "Wszystko, co kocham"
Drugi film Jacka Borcucha, znacznie lepszy od debiutanckich „Tulipanów”, opowiada historię grupy młodych ludzi zakładających punkową kapelę i krzyczących o wolności w czasie solidarnościowego zrywu. Zrozumiałą nie tylko dla nas, o czym świadczy kwalifikacja do konkursu festiwalu w Sundance. Od 15 stycznia w polskich kinach.
- Najgorętsze premiery filmowe 2010 roku
- Borcuch: Wywodzę się z biednego kina
- Polski film walczy w Sundance
- "Wszystko co kocham"
- "Wszystko, co kocham" niedługo w kinach
- Polski film walczy o laur w Sundance
- Dzieło Jacka Borcucha jedzie do Rotterdamu
- Historia Romeo i Julii stanu wojennego
- Ostatni film Borcucha podbił Sundance!
- Gdzie ukryto skarb Solidarności? Właśnie kręcą!
- Oto polski film, który powalczy o Oscara
- Mateusz Kościukiewicz laureatem Nagrody im. Cybulskiego
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Wszystko, co kocham"
Polska 2009; Reżyseria: Jacek Borcuch; Obsada: Mateusz Kościukiewicz, Olga Frycz, Andrzej Chyra, Anna Radwan, Jakub Gierszał; Czas: 100 min; Dystrybucja: ITI Cinema; Premiera:15 stycznia; Ocena 4/6
Ciekawe, że właśnie teraz polskie kino podejmuje wreszcie próby rozliczenia się z peerelowskim garbem w tonacji innej niż odrabianie lekcji z najnowszej historii. W tym roku, mieliśmy już
kilka takich filmów, które zło PRL-u nazywają po imieniu, ale umieszczają w niejednoznacznym kontekście, zaskakują perspektywą spojrzenia. Było „Mniejsze zło” Janusza
Morgensterna pokazujące wpisaną w codzienność tamtego czasu podwójność, był „Enen” Feliksa Falka pytający sensownie o ubeckie rozrachunki, był znakomity
„Rewers” Borysa Lankosza o czasach stalinizmu opowiadający tak, jak nikt dotąd o nich nie mówił, był wreszcie „Dom zły” Wojciecha Smarzowskiego
– bodaj najbardziej nie po polsku zrobiony: wstrząsający, czarny, bezkompromisowy, zanurzony w czasie historycznym i teraźniejszym. Wszystkie te filmy mówią o Peerelu coś wcześniej
niewypowiedzianego. Nie tylko rozdrapują jakąś wielką dziurę w pamięci, ale też zupełnie nie po polsku traktują tamtą rzeczywistość jako wyrzut do dziś gryzącego sumienia.
Na tym tle „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha sytuuje się jeszcze gdzie indziej niż czytanki i rozrachunki. Borcuch niby odwołuje się do przećwiczonego i u nas („Ostatni dzwonek”, „Marcowe migdały”), i nie u nas na wszelkie możliwe sposoby toposu dojrzewania w cieniu historii. Ale czyni to na tyle inteligentnie, że potrafi dopisać do tych oczywistych, także oryginalne, bardzo konkretne sensy, a przy okazji po swojemu opowiedzieć ciekawą historię. W stoczni gdańskiej zaczyna się coś dziać, wzbiera fala protestu, rodzi się „Solidarność”. W powietrzu czuć niepokój. Także młodzi go czują. Punkowy bunt przyjmuje u nas specyficzną formę. Nie polityczną, ale jednak używającą tych samych słów uznanych przez władze za niebezpieczne. Walka o wolność toczy się w stoczni, ale o swoją, niby inną wolność chodzi też młodym z gdańskiego blokowiska. Tak jak 18-letni Janek, który razem z kuplami organizuje zespół, a w wolnych chwilach kosztuje rockandrollowego stylu życia, przechodzi erotyczną inicjację, poznaje smak pierwszego, młodzieńczego uczucia.











































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!