"Ciacho" (2009)
reż. Patryk Vega
Dystr. Syrena Films



Już, już była nadzieja, że polskie kino rozrywkowe wyszło z impasu. Wśród zalewu idiotycznych komedii romantycznych prezentujących efektowne wnętrza oraz kolejnych produkcji Olafa Lubaszenki pojawiły się filmy, które nie urągały inteligencji widza i serwowały przyzwoitą rozrywkę. Mowa choćby o "Lejdis" czy "To nie tak, jak myślisz, kotku". Nie dane nam było jednak zbyt długo cieszyć się tym sukcesem. Z odsieczą przyszedł twórca "Pitbulla" - Patryk Vega, serwując nam "Ciacho".

Vega w wywiadach mówił, że zależało mu na zrobieniu gromadzącego jak największą widownię filmu rozrywkowego. Jako że komedie romantyczne w Polsce niezbyt wychodzą, postawił na komedię z rozbudowanym wątkiem sensacyjnym - z dużą liczbą samochodowych pościgów, antyterrorystycznych akcji, eksplozji, wrzucania ludzi do wody i biegania z karabinami po planie. Do tego drewniane dialogi, udające pierwszorzędne dowcipy ("Tak cię urządzę, że wystąpisz w »Urzekła mnie twoja historia«!). I film gotowy.

p


Basia (Marta Żmuda-Trzebiatowska) to urocza funkcjonariuszka CBŚ, której zadaniem jest rozbicie szajki narkotykowej. Dziewczyna ma romans z policjantem Janem (Tomasz Kot), który ujawnia swoją drugą twarz i wpędza umundurowaną miss w niezłe tarapaty. Z opresji ratować będą dzielną funkcjonariuszkę jej bracia - tercet więcej niż egzotyczny. To trójka prawdziwych przygłupów: opętany analnym seksem ginekolog Dawid (Tomasz Karolak), ofiara rewolucji feministycznej, czyli zahukany pantoflarz Krzyś (Marcin Bosak), wreszcie opóźniony w rozwoju, marzący, by być jak Rambo Karolek (Paweł Małaszyński). Który jest tytułowym ciachem? Aż strach odpowiadać. Do tego dochodzą osobliwe postaci drugoplanowe: żona Krzysia, agresywna bizneswoman (Joanna Liszowska), prawniczka idiotka (Marieta Żukowska), dominująca pani psycholog (Danuta Stenka)...



Reżyserowi chyba wydawało się, że im głupsza będzie postać, tym będzie śmieszniej. No, nie jest. "Ciachem" rządzi dowcip kloaczny - cały film zresztą odbywa się pod hasłem fiksacji analnej. Już na początku filmu jeden z braci (Karolak, ten najinteligentniejszy) zastanawia się, jakby tu oświadczyć się swojej narzeczonej, i wpada na pomysł (oczywista trajektoria biegu myśli), że pierścionek zaręczynowy najlepiej umieścić w... grocie nestle. Cóż to takiego, nietrudno się domyślić.


Innych żartów próżno w "Ciachu" szukać. Trzeba się uzbroić w żelazną cierpliwość, by ten "humor" przeżyć, nie padając pod krzesło z żenady. Jeśli już uda się reżyserowi jakiś zabawniejszy moment - na przykład, gdy uczestniczący w paleniu pól marihuany policjant zaczyna się histerycznie śmiać, przez przypadek nawąchawszy się narkotykowego dymu, okazuje się, że to wzięte z YouTube’a. Tam też znaleziono i zatrudniono do bawienia widzów arcyinteresującą panią Basię, która swym ciętym dowcipem rodem z toalety wywołuje salwy śmiechu. Poza tym Żmuda-Trzebiatowska, Liszowska, Karolak, Małaszyński... "Nigdy nie było tak pięknej plejady" - można by rzec za Miłoszem. Brak tylko Kasi Cichopek i Ani Muchy. Co w tym wszystkim robi biedna Danuta Stenka, zmuszona do spełniana analnych fantazji Karolaka?

Patryk Vega i Dominik Matwiejczyk, którzy wspólnie napisali scenariusz, mieli chyba ambicje, aby w swym filmie przemycić wiele cennych obserwacji obyczajowych i pobawić się w kino. Stąd to odwrócenie ról męskich i żeńskich, wyśmiewanie krwiożerczych mediów, próba parodii kina sensacyjnego czy policyjnego oraz przewrotne chyba w zamiarze puszczanie oka do widza (Małaszyński próbuje raz być Bradem Pittem z "Tajne przez poufne", raz Forrestem Gumpem). Niestety, te chwyty nie odnoszą skutku, bowiem pozbawione są inteligencji i ironii, wyłożone jeden do jednego, jakby widz musiał równać do poziomu najgłupszego bohatera filmu (który to? trudno powiedzieć).

Reklamowano film hasłem, iż pewna polska aktorka pokaże to, co do tej pory widział tylko jej narzeczony. Kto jednak myśli, że biust Żmudy-Trzebiatowskiej ocali film, ten jest w błędzie. Płonne nadzieje.