"Wszyscy mają się dobrze"
(aka "Everybody’s Fine")
USA, Włochy 2009; reżyseria: Kirk Jones; obsada: Robert De Niro, Drew Barrymore, Kate Beckinsale; czas: 100 min; dystrybucja: Forum Film; premiera: 8 stycznia

W pierwowzorze Matteo Scuro (Marcello Mastroianni), wdowiec, emerytowany pracownik sycylijskiej kolei, postanawia odwiedzić swoje dzieci mieszkające w kontynentalnej części Włoch. Wychodzi wówczas na jaw, że losy całej czwórki są całkiem inne od oficjalnych wersji przedstawianych ojcu, a matka, która była powiernicą tajemnic dzieci, starannie selekcjonowała informacje o nich. Matteo postanawia przerwać krąg rodzinnych sekretów, a po powrocie przy grobie żony składa jej ironiczny raport z podróży. Podobnie rzecz ma się w nowej wersji: owdowiały Frank (Robert De Niro) czuje, że pochłonięty pracą, przegapił dorastanie swych dzieci i postanawia wyruszyć w podróż autobusem z Nowego Jorku do Las Vegas, aby pojednać się z każdym z nich.

Na pomysł przeniesienia tej opowieści z Włoch w amerykańskie realia wpadł zasłużony amerykański producent Gianni Nunnari („Od zmierzchu do świtu”, „Infiltracja”, „300”, „Shutter Island”), gdy przeczytał oryginalny tekst po włosku. Zachwycony nabył szybko prawa do adaptacji i zaczął myśleć o najbardziej odpowiednim kandydacie na reżysera. Za takiego uznał Anglika Kirka Jonesa, który nie znając amerykańskich realiów, odbył podróż po USA trasą, jaką miał przemierzyć bohater.


Podróżował więc wytrwale liniami autobusowymi Greyhound i kolejowymi Amtrak, nocował w tanich motelikach, przede wszystkim rozmawiając bardzo dużo z napotkanymi w drodze ludźmi. Jego zamiarem było nie tylko odkrycie prawdy o relacjach rodzinnych i poznawanie przez niego życia swych potomków, ale także droga Franka do tego, by lepiej poznać samego siebie.

"Styka się on nie tylko z dziećmi, ale z całą serią obcych mu sytuacji i ludzi, co zmienia jego spojrzenie na wiele spraw i na siebie samego" - mówił reżyser. Dlatego tak istotną rolę odgrywa w filmie wykorzystanie krajobrazów, gdzie ważny element stanowią słupy i kable telefoniczne, co tworzy ironiczny kontrapunkt nawiązujący do kłopotów Franka z międzyludzką komunikacją.

Reżyser pisał scenariusz z myślą o konkretnym aktorze - Robercie De Niro, który zgodził się natychmiast. Przywiązywał też ogromną wagę do obsadzenia pozostałych ról. "Chciałem mieć na ekranie prawdziwą rodzinę. Nie przesłodzoną czy fałszywie idealną. Ważne było, byśmy czuli, że są oni wiarygodni pod względem podobieństwa fizycznego, ale przede wszystkim więzi emocjonalnych" - wyjaśniał.

Piosenka z filmu "I Want to Come Home" w wykonaniu Paula McCartneya dostała nominację do Złotych Globów.