Dziennik.plFilm

Środa, 16 maja 2012

Imieniny: Andrzeja, Jędrzeja, Adama

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 12°C

Minimalny minimalizm Luca Bessona

2009-12-29 | Ostatnia aktualizacja: 21:10 | Komentarze: 0 | skomentuj
Animacja "Artur i zemsta Maltazara", reż. Luc Besson

Animacja "Artur i zemsta Maltazara", reż. Luc Besson / Inne

Kontynuacja aktorsko-animowanej familijnej produkcji Luca Bessona pozbawiona tego wszystkiego, co decydowało, że pierwsza część była aż "taka sobie". "Artur i zemsta Maltazara" od 1 stycznia w polskich kinach.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Artur i zemsta Maltazara"
(aka "Arthur et la vengeance de Maltazard")
Francja 2009; reżyseria: Luc Besson; obsada: Freddie Highmore, Ron Crawford, Penny Balfour, Mia Farrow; czas: 95 min; dystrybucja: Monolith; Ocena 2/6



Jak to w sequelu, Luc Besson postawił na pomnożenie atrakcji. Wszystkiego miało być więcej: akcji, przygód, efektów, dowcipu. Po raz kolejny się jednak okazało, że czasem więcej znaczy mniej. Bo przy okazji zagubił Besson to, co było największym atutem „Artura i Minimków", czyli aurę beztroskiej dziecięcej przygody, ciekawie zaprogramowane postaci i urok magicznego alternatywnego świata. Besson za bardzo tu kombinuje z wizualnym stylem, a całą intrygę opowiada byle jak i konstruuje tak, jakby miała stanowić jedynie preludium do następnej części „Artur: Wojna dwóch światów".

Nic tu się właściwie nie zdarza. We wstępie dostajemy pogłębiony portret niezbyt rozgarniętych rodziców Artura, dowiadujemy się o jego ekologicznej inicjacji w murzyńskich rytuałach, znów spotykamy troskliwą babcię (Mia Farrow), pojawia się też mityczny dziadek (Ron Crawford). Sam Artur (Freddie Highmore) przeniesiony do świata Minimków przenosi się tam tylko po to, by się dowiedzieć, że nikt go nie wzywał, a całą aferę uknuł obalony z tronu Maltazar.

Nie ma w tym ani ekstrawagancji pierwszego filmu, ani dziecięcej naiwności, ani mrocznych komplikacji. Jest za to dość fantazyjny, ale mechanicznie liniowy animowany bieg z nieważkimi przeszkodami wymieszany z groteskowymi i cokolwiek infantylnymi aktorskimi perypetiami. Nie dość, że niezbyt oryginalna to historia, bo całymi garściami czerpie z popularnych baśni i mitów, to na dodatek całkowicie pozbawiona wdzięku, a za to siląca się na toporny humor dla dorosłych.

Wojtek Kałużyński
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najnowsze wideo

    Najczęściej komentowane

    «