Marlena Dietrich jest po to, by ją kochać
Kiedy śpiewała, gorączka rozsadzała termometr. Marlena Dietrich mruczała: "Jestem tylko po to, by mnie kochać". Naprawdę nie było innego wyjścia.
- Kasia Cichopek w roli Marleny Dietrich
- Oto najseksowniejsze żyjące gwiazdy
- Zagadka nieśmiertelności Catherine Deneuve
- Boska Marlena na froncie
- Polsko-niemiecka para glamour wszech czasów
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Marlene"
Angelika Kuźniak
Wydawnictwo Czarne, 2009
Na fotografiach z młodości Marlena nie wygląda na wampa. Jest otyła, piersiasta i macierzyńska. Kilka lat później będzie gwiazdą bez wieku. Dietrich to mit. Ale mit wypracowany, wymyślony i
dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Doskonale znamy ten obrazek: Marlena gigantyczna, nienaturalna, w boskiej etoli, w futrzanej czapie, oszczędnie dawkująca gesty i wyznania, z
uwodzicielskim spojrzeniem, ironicznym uśmieszkiem. Albo zupełnie inaczej: w męskiej marynarce, w długich, czarnych kozakach, z petem w zębach. Dietrich mityczna uwodziła i wyrzucała
kochanków na bruk niepamięci. Marlena rzeczywista prasowała, robiła przepierki i gotowała gulasz. Niemiecki, z kością.
Wydawało się, że wiemy o niej wszystko. Na temat Marleny powstały filmy dokumentalne i biografie literackie, legendy i plotki. A jednak Angelice Kuźniak, autorce „Marelne”, udało się przedstawić tę artystkę tak, jakbyśmy odkrywali ją po raz pierwszy. To książka o cierpliwości reportera. Autorka pisze, że „z dużymi przerwami” pracowała nad „Marlene” dziewięć lat. Szmat czasu. Efekty są jednak widoczne. Koronkowa robota: zarówno jeśli chodzi o formę literacką, jak i treść. Żadnych naddatków. Jak w elementarzu dobrego reportera: została tylko esencja.











































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!