Vittorio Storaro, wybitny włoski operator filmowy, laureat Oscara. Podczas festiwalu Plus Camerimage (Łódź, 28.11-5.12) wraz z Carlosem Saurą odebrał nagrodę specjalną dla duetu operator - reżyser


Na festiwalu Plus Camerimage mogliśmy obejrzeć pański najnowszy film nakręcony wspólnie z Carlosem Saurą "Ja, Don Giovanni".
Vittorio Storaro: "Ja, Don Giovanni" pociągał mnie jako film o ludziach podczas aktu tworzenia. I ja, i Carlos mogliśmy się utożsamiać z naszymi bohaterami, jakbyśmy coraz bardziej byli uczestnikami historii, którą opowiadamy. Operator może pracować z każdym, opowiadając dowolną fabułę. Ale jeśli chce się wykonywać ten zawód na poważnie, potrzebny jest rodzaj przyciągania między tobą a opowiadaną historią. A wszyscy - scenarzysta, operator, scenograf - oddają część siebie w ręce reżysera. Trzeba znaleźć takiego, któremu się ufa. Carlos Saura jest kimś takim. Pięknym człowiekiem z wizją. Gdy go spotkałem, poczułem, że otwierają się przede mną nowe drzwi sztuki.

Carlos Saura to niejedyny reżyser, z którym często pan współpracuje. Zrobił pan wiele filmów z Bertoluccim i Coppolą.
Szukam reżyserów, który mogą być dla mnie duchowymi przewodnikami, z którymi będę potrafił współodczuwać. Zrobiłem mnóstwo filmów tylko dlatego, że zainteresował mnie scenariusz. "Czas Apokalipsy" Francisa Forda Coppoli to najbardziej wymagający i niebezpieczny film, jaki zrobiłem. Muszę przyznać, że nie miałem zamiaru go robić. Gdy usłyszałem, że to historia o wojnie, w ogóle nie byłem zainteresowany. Dopiero kiedy Coppola dał mi do przeczytania "Jądro ciemności" Conrada i powiedział, że to historia o cywilizacji, o potrzebie panowania jednych kultur nad drugimi, o kłamstwie, a nie o wojnie, zrozumiałem, że to temat dla mnie.


Pana ojciec był kinooperatorem. Jako dziecko spędzał pan czas w kabinie, oglądając filmy - jak bohater "Cinema Paradiso"?
To historia mojego życia! Kiedy miałem 5, może 6 lat, ojciec przyniósł do domu stary projektor. Pomalowaliśmy płot na biało, żeby służył jako ekran. Ojciec puszczał nam Charliego Chaplina. To moje pierwsze wspomnienie związane z kinem. Potem często chodziłem z ojcem do pracy. Siadałem w jego kabinie - a tam nie ma dźwięku, słychać tylko turkot projektora. Wiele lat film nie kojarzył mi się z dźwiękiem, tylko przesuwającymi się obrazami.

Dlatego został pan operatorem filmowym?
Ojciec zauważył, że kino jest moją pasją, że tak jak on kocham obrazy, i pomógł mi zrealizować marzenia i zostać operatorem. Myślę, że to było też jego marzenie.