"Królik po berlińsku"
Polska 2009; Reżyseria: Bartosz Konopka; Czas: 52 min; Dystrybucja: Film Polski; Premiera 4 grudnia; Ocena 4/6
"Esterhazy"
Polska, Niemcy 2009; Reżyseria: Izabela Plucińska; Czas: 25 min; Premiera: 4 grudnia; Ocena 4/6



Autor „Królika po berlińsku” Bartek Konopka, za „Balladę o kozie” (2004) zdobywał nagrody m.in. w Neubrandenburgu i na cieszyńskich Nowych Horyzontach. „Królik po berlińsku” narobił jeszcze więcej zamieszania, zgarniając laury w Toronto, Krakowie i na Planette Doc Review, a niedawno znalazł się w elitarnym gronie ośmiu kandydatów z szansami na nominację do Oscara. Z kolej Iza Plucińska dostała w 2005 roku Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie za swój debiutancki ulepiony z plasteliny krótki metraż „Jam Session”. „Esterhazy” także zrobiony jest w technice plastelinowej animacji ciekawie rozpiętej między realizmem a baśniową umownością.

„Królik po berlińsku” z opowiadania o królikach żyjących przez ostatnie 50 lat na ziemi niczyjej między ścianami berlińskiego muru wydobywa metaforę całej najnowszej historii Europy Środkowo-Wschodniej w czasach komunizmu zniewolonej, ale karmiącej się złudzeniami bezpiecznego raju, a dziś zawieszonej między urynkowioną wolnością a nostalgią za bezpieczeństwem. To my wszyscy – Enerdowcy, Polacy, Czesi, Słowacy, Węgrz, byliśmy królikami doświadczalnymi realnego socjalizmu, a teraz nawet w zjednoczonej Europie płacimy za to cenę skazaniem na „gorszość” wobec tych, którzy od dawna się pasą na pozbawionych murów łąkach.


Metafora może niezbyt wyszukana, może za łatwo zamykająca się w konceptualnej konwencji dokumentu przyrodniczego (skojarzenie nasuwa nie tylko sposób narracji, ale też aksamitny głos Krystyny Czubówny), eksponująca oczywiste paralele, ale przy tym błyskotliwa i do końca utrzymująca równowagę między opisem faktów, a ich przewrotną interpretacją. Z kolei u Plucińskiej metafor nie ma. Jest bajka o króliku arystokracie z Wiednia, który wyrusza do Berlina – króliczego raju, by znaleźć sobie żonę i odnowić karłowaciejącą rasę. Błąka się po mieście, zostaje sprzedany do sklepu zoologicznego, pracuje jako królik wielkanocny, a gdy w końcu znajduje odgrodzoną murem krainę króliczych nor i znajduje odpowiednią dla siebie króliczą piękność, mur zostaje zburzony. Ma ten film oldskulowy klimat i chropawy stygmat pracowitego formowania ponad 150 kilogramów plasteliny. I jest przy tym przypowiastką o Wschodzie i Zachodzie. Prostą jak oświeceniowa bajka z uniwersalnym, choć uwikłanym w historię przesłaniem.

Berlińskie króliki były przecież prawdziwe, naprawdę pasły się w strefie śmierci między murami, były dla wschodnioniemieckich artystów symbolem wolności. Dzisiaj wręcz idealnie wpisują się w mentalny portret homo sovieticus 20 lat po upadku berlińskiego muru. Fenomenalny to myślowy skrót, bo nie ogranicza się wyłącznie do tez o społecznej anomii, zawaleniu światopoglądowej matrycy, ale celnie dotyka pewnego specyficznego stanu świadomości. A że Konopka potrafi być przy okazji błyskotliwie dowcipny, a Plucińska rozbrajająco spontaniczna, tym lepiej się ten zestaw ogląda.