Rutger Hauer: Jestem aktorem do kupienia
Jutro na łódzkim Plus Camerimage pojawi się wybitny amerykański aktor Rutger Hauer. W konkursie głównym festiwalu zobaczymy "Bride Flight" z jego udziałem, natomiast on sam poprowadzi warsztaty dla studentów łódzkiej szkoły filmowej. Nam aktor Ridleya Scotta i Paula Verhoevena opowiedział m.in. o Hollywood i tremie.
- Oto najlepsze filmy Plus Camerimage
- Storaro: Kino to spełnienie marzeń
- Złota Żaba 2009 szuka właściciela
- Kamera na operatora - startuje Camerimage
- Lynch zbuduje w Polsce centrum filmowe!
- "Tlen" Wyrypajewa faworytem Camerimage
- Eminem walczy o tytuł najlepszego klipu
- Spinotti: Trzeci wymiar to przyszłość kina
- Hollywood przeniosło się do Łodzi
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zawsze zarzekał się pan, że nie chce statecznej hollywoodzkiej kariery...
Rutger Hauer: Cokolwiek robię, wydaje mi się dobre dla mojej kariery. Rzeczy, które początkowo sprawiają wrażenie, że są bez znaczenia, potem zaczynają procentować. Weźmy
"Łowcę androidów". Film nie popchnął mojej kariery. Szybko zniknął w odmętach undergroundowego kina, nikt o nim nie słyszał przez 10 lat. Potem nagle zyskał status
kultowego. Raptem znalazłem się w centrum zainteresowania z powodu roli, o której zdążyłem zapomnieć. W sumie miałem szczęście, mogłem zrobić w życiu więcej niż jakikolwiek
amerykański aktor. Może dlatego, że szybko pogodziłem się z tym, że nie można mieć żadnych oczekiwań, żadnego planu na siebie. Chyba tylko w ten sposób da się wytrzymać w tym zawodzie
tak długo, jak ja wytrzymałem.
Może ma pan jakąś metodę, klucz, wedle którego dobiera role? Na przykład dlaczego wystąpił pan w "Sin City"?
W "Sin City" zagrałem, bo Robert Rodriguez to jest ktoś. Boję się go jak diabli. I o to chodzi. Nigdy nie rozgryzłem zagadki, dlaczego reżyserzy mnie chcą. Nie mam pojęcia,
jak to się dzieje, że proponuje mi się jedną robotę za drugą. Plan jest jeden: robić cholernie wykręcone filmy, o których nie śniło się lekarzom z psychiatryków. Tylko to mnie utrzymuje
w ruchu. Niektóre okazują się nawet dobre - jak "Sin City". Zaskakujące, prawda? Chyba jestem dziwny.
A co pan ma na myśli mówiąc: jestem dziwny?
Nie chce pani wiedzieć.


























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!