Premiera filmu z bohaterem opowiadań duetu Sempe & Goscinny już 4 grudnia. Mikołajka nie da się nie lubić. Książki Gościnnego i Sempego czytało się (i znów czyta) z wypiekami na twarzy. Tych samych emocji dostarcza kinowa wersja przygód uroczego chłopca.

Mikołaj podejrzewa, że mama i tata będą mieć kolejne dziecko. Przerażony maluch zrobi wszystko, by bobas na długo u nich nie zagościł, obawia się bowiem, że wraz z pojawieniem się braciszka, jego rodzice się pozbędą. Na przykład wywiozą go do lasu. Nie jest to jedyny problem, z którym musi zmagać się chłopiec i jego koledzy z klasy. Czeka ich wizytacja z ministerstwa, nowa nauczycielka oraz... najlepiej sami sprawdźcie.

Dla dorosłych to niewątpliwie przyjemna podróż sentymentalna do czasów, gdy wszystko było prostsze i nieco naiwnie. Dzieci jednak będą miały z wycieczki na seans nie mniejszą pociechę. Ubawią się przednio obserwując przygody Mikołajka i jego kumpli, szczególnie Kleofasa. Tarapaty, w które się pakują, dostarczą wielu zabawnych sytuacji.

Obraz doskonale oddaje ducha humorystycznych książeczek twórców Asteriksa. Jest staromodnie, bez efekciarstwa, dwuznaczności. Prosto, łagodnie, od serca. Proszę się jednak nie obawiać, nie ma tu taniej ckliwości, nudnego banału, całość urzeka natomiast niesłychaną lekkością.

Film Laurenta Tirarda jest niczym powiem świeżej bryzy. W czasach, gdy "Opowieść wigilijna" jest równie przerażająca co słabszy horror, swoista niewinność "Mikołajka" przenosi nas w beztroskie czasy dzieciństwa. To fantastyczna wyprawa do świata wyobraźni, przyjaźni, radości.