Smarzowski: Urodziłem się w domu złym
O swoim najnowszym filmie, dwunastu latach pracy nad jego scenariuszem, o tym, że interesuje go zło, ale poszukuje dobra i przywiązaniu do aktorów opowiada nam Wojciech Smarzowski. Jego najnowszy obraz "Dom zły" 27 listopada wszedł do kin.
- Oto najmroczniejszy polski film roku
- "Domem złym" Smarzowski zdobył Gdynię
- "Dom zły" pokonał już "Wesele"
- "Dom zły" jednym z najważniejszych filmów dekady
- Kamera na operatora - startuje Camerimage
- Gdynia zaskoczyła wysokim poziomem
- Złote Kaczki rozdane
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ciężko się z Tobą umówić. Zajęty jesteś bardzo…
Wojciech Smarzowski: No, trochę. Mam jakieś napięcia przed premierą „Domu Złego”. Jeszcze jakieś kolaudacje, mielonki i biegam tak z miejsca na miejsce…
Mielonki?
O seriale mi chodzi. Teraz akurat „Londyńczyków” montuję.
Czyli seriale to mielonka i jako reżyser jesteś trochę rozdarty między koniecznością zarabiania pieniędzy i autorskim kinem, tak?
W ogóle nie jestem rozdarty. Rzeczywiście podzieliłem sobie w głowie rzeczy na takie, które robię dla pieniędzy i takie, które robię dla idei.
A to nie jest rozdarcie?
Nie, ani trochę. Nie robię nic pośrodku. Wtedy to by było rozdarcie. Oczywiście, moim marzeniem jest to, żeby nie musieć robić seriali, tylko kręcić filmy, móc się z nich utrzymać, mieć
środki i czas na spokojne przygotowywanie się do kolejnych projektów. To jest sytuacja idealna, która póki co jest niemożliwa, więc czasem robię seriale, czasem robię reklamy. Reklamy są
anonimowe, a więc bezpieczne. O nich nie rozmawiamy. Nie wiadomo, którą reklamę zrobiłem. W serialach niestety od razu wszystko widać. Ale, choć robię je dla pieniędzy, robię najlepiej jak
potrafię w ramach scenariusza, który dostaję i w ramach warunków, jakie stwarza mi producent. Owszem, istnieją takie seriale, o których można powiedzieć, że są autorskie jak „Twin
Peaks” Lyncha, a w polskich realiach „Glina” Pasikowskiego. Tych nie nazwałbym mielonką, ale na razie nie udało mi się jeszcze takiego zrobić.










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!