Reżyserka "Burzy" dokonała znaczącej rewizji oryginalnego tekstu. Przede wszystkim zmieniła płeć głównego bohatera. Książę Mediolanu, Prospero – alchemik, czarodziej i mag – w ujęciu Taymor jest kobietą, księżniczką Prosperą (Helen Mirren). Ta zmiana pociągnęła za sobą dalsze konsekwencje. W większości dotychczasowych adaptacji "Burza" była opowieścią o bezkompromisowej walce o władzę i strefę wpływów, Julie Taymor skupia się natomiast na temacie wojny płci. Szkoda, że robi to w tak chaotycznym stylu.

Najwyraźniej Taymor, autorka znakomitej adaptacji "Tytusa Andronikusa" z Anthonym Hopkinsem, tym razem niewiele miała do pokazania. Kiedy kilka lat temu na scenie Globe Theatre księcia Prospero grała wielka Vanessa Redgrave, była ona postacią interseksualną, przekaźnikiem prawdy – głosem wygnańca. Natomiast mocno zagubiona Helen Mirren w filmie Taymor staje się kwintesencją sprzeczności. Reżyserce nie wystarczyła zmiana płci bohatera, autorka wymieszała także epoki, języki, postawiła także na dosyć tandetne komputerowe triki, które nie tylko nie wnoszą niczego do prezentowanej historii, ale wydają się wręcz zapożyczeniami z kina klasy B.

BURZA | reżyseria: Julie Taymor | dystrybucja: Monolith