Adaptacja powieści Christophera Isherwooda jest filmem znaczonym nostalgią ujętą w perspektywie filozoficznej. Nie chodzi o sentymentalne wspominania, tylko o chorobliwy powrót do przeszłości. Tego, co było dobre. I już nie wróci.

George, mężczyzna w średnim wieku, w chłodnej kreacji Colina Firtha, jest profesorem college’u. Przez szesnaście lat wiódł w miarę spokojne życie u boku przyjaciela i kochanka Jima (Matthew Goode). Ale Jima już nie ma. George nie potrafi się pogodzić z utratą. Niemal każda godzina jest dla niego torturą. Każda minuta. Życiodajne szmery, fizjologia i natura kojarzą się jedynie z czasem przeszłym. I dokonanym. Nieudana próba reanimacji Erosa w inaczej (odważniej) niż w powieści zarysowanym wątkiem dzieciaka, studenta George’a, który patrzy weń jak w mistrza życia, będzie gwoździem do trumny nostalgii. Wieko z wolna się zapada...

Film Forda jest formalnie piękną partyturą filmowego smutku. Niestety, przeestetyzowaną. Nasączone barwami jesienne liście wyglądają jak dekoracja z kolekcji mody Forda. Samochody z epoki, muzyka Abla Korzeniowskiego, niekończące się szkolne korytarze – jest naprawdę pięknie. Można się tym zachwycić. Ale czy uda się wzruszyć?

SAMOTNY MĘŻCZYZNA | USA 2009 | reżyseria: Tom Ford | dystrybucja: Gutek Film